Wrześniowe hity Czytelni

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF

Proponujemy na wrzesień

Sławomir Mrożek od alkowy

Wydawałoby się, że o Sławomirze Mrożku powiedziano i napisano już wszystko. Pisarz należy do kanonu literatury światowej, jego opowiadania i dramaty znajdują się na listach lektur szkolnych.  O sile jego wpływu niech świadczy znana chyba wszystkim fraza „jak z Mrożka” opisująca absurdalne sytuacje. Nie trzeba znać jego dzieł – ba, nie trzeba czytać w ogóle – by „mówić Mrożkiem”. Sam twórca był introwertykiem, rzadko udzielającym się publicznie, w dodatku wiele lat tworzącym  z dala od Polski – w Meksyku, Francji, Niemczech, Włoszech. Stąd bardziej znamy go z jego karykaturalnych autoportretów. Teraz więcej światła na jego życie –zawodowe i prywatne– rzuca wdowa po pisarzu. Meksykanka Susana Osorio-Mróżek wydała korespondencje jej i męża. Jak wspomina w wywiadzie to wymiana listów pozwoliło im się lepiej poznać i podtrzymać uczucie, które wybuchło w 1979 roku. Lektura wywiadu z Osorio-Mrożek ukazuje nie tylko kuchnię pisarską, ale i tą dosłowną (Mrożek nie znosił zmywać naczyń) oraz udowadnia, jak ogromny wpływ na kondycję twórczą ma uporządkowane życie prywatne. Fascynujący wywiad z wdową po Mrożku jest świetną rekomendacją i wstępem do lektury jej nowej książki.

Przylgnę do ciebie mimo wszystko: [rozmowa z Susaną Osorio-Mrożek] / rozm. Anna Rączkowska ; tł. Dominika Kur-Santos // Twój Styl. – 2021, nr 9, s. 98-101

 

Leśna kąpiel

Lasy stanowią trzydzieści procent powierzchni Polski. Mimo to wiele osób przypomniało sobie o przyjemności leśnego spaceru, dopiero gdy te zostały zakazane w czasie pierwszej fali pandemii. Teraz, gdy znów jest to legalne, warto wziąć przykład choćby z Katarzyny Simonienko, doktor psychiatrii, która organizuje w Puszczy Białowieskiej zajęcia z terapii lasem. Pod tą dla niektórych wciąż enigmatyczną nazwą kryją się zwyczajne wycieczki, które mają nieść efekty prozdrowotne.  W trakcie tych spotkań nieistotna jest znajomość gatunków mijanych roślin czy nazw ptaków. Clue leży w umiejętności wsłuchania się w śpiew tych stworzeń, albo wtulenia w mijane drzewa. Fizyczny kontakt z naturą – niektórzy preferują nawet spacer boso – przyjął potoczną nazwę „kąpieli leśnej”. Warto poznać szczegóły nowej formy terapii i relaksu, nawet jeśli  – tak jak pionierka tego nurtu w Polsce – nie mieszka się przy granicy najstarszego lasu w Europie. 

Zapraszam na terapię wśród drzew / Edyta Urbaniak // Świat Kobiety. – 2021, nr 9, s. 62-63

 

Nieśmiertelność książek

W czasach, gdy do czytania przyznaje się mniej niż połowa Polaków, a o poziomie książki decyduje styl w jakim została napisana, Urszula Kurtiak I Edward Ley z uporem stoją na stanowisku, że literaturze należy się nie tylko piękny język narracji, ale i urzekająca oprawa. Właściciele Wydawnictwa Artystycznego, choć sami nie piszą książek, to również są twórcami, często dając starym i zapomnianym tytułom drugie życie. Ich introligatorskie wydania (często zapewne tworzone dłużej niż sam akt napisania tych dzieł) to prawdziwe arcydzieła rękodzieła. Pracownia Wydawnictwa Artystycznego przypomina iście średniowieczną manufakturę.  Można przypuszczać, że starannie zdobiona oprawa wręcz zniechęca do przekładania stron książki, która traci swą wartość użytkową, a staje się kruchym dziełem sztuki.  Nic bardziej mylnego – działalność  koszalińskiego wydawnictwa wydłuża życie tradycyjnych, papierowych książek, co idzie w parze z filozofią życia jego właścicieli, którzy sami starają się, mimo upływu lat, zachować młodzieńczą witalność.  Kurtiak i Ley prowadzą ponadto w swym domu Muzeum Książki , a bogata fotorelacja towarzysząca artykułowi jest namiastką wizyty w tym fascynującym miejscu.

Ex libris / Iwona Pawlak // Sielskie Życie. – 2021, nr 4, s.62-73

 

Trzy dekady w marszu

Mildred Norman w trakcie ostatnich trzech dekad swojego życia zetknęła się prawdopodobnie z tysiącami, jeśli nie setkami tysięcy mieszkańców  Ameryki Północnej. Mimo to była jedną z bardziej tajemniczych osób pojawiających się w mediach.  Wielu nie znało nawet jej prawdziwego imienia, kojarzyli ją jako „Peace Pilgrim” (Pątniczkę Pokoju). W 1953 roku porzuciła posadę sekretarki, męża i ustabilizowane życie, by ruszyć w trasę. I nigdy się już nie zatrzymać, o co nie było łatwo, gdyż poruszała się jedynie na nogach, bez bagażu i pieniędzy. Ni e przeszkodziło jej to pokonać wzdłuż i wszerz Stanów Zjednoczonych i Kanady, zahaczyła też o Meksyk. Bardziej niż na zdobywaniu kolejnych rekordów zależało jej na propagowaniu pokojowych idei. Jej podróż nie była ucieczką od rzeczywistości, wszak jej paliwem napędowym była niezgoda na kolejne konflikty zbrojne. Choć misja ta brzmi dziś idealistycznie i ciut naiwnie, Mildred wywarła wpływ  nie na wielką historię i politykę, ale na wielu zwykłych obywateli mijanych po drodze.  Znamienne, że nie zginęła w czasie niebezpiecznego marszu poboczami dróg, lecz gdy zrobiła wyjątek i wsiadła do samochodu, który rozbił się, przerywając  jej pielgrzymkę.

Pątniczka pokoju / Ewa Pluta // Przekrój. – 2021, nr 3, s. 54-55